Digigraphie

_

Digigraphie

Digigraphie – czym jest?

Digigraphie jest to program jakościowy stworzony przez firmę Epson, który gwarantuje najwyższą jakość druku i trwałość mierzoną w wiekach. Dotyczy on druku pigmentowego nazywanego też Giclee. Jest to również Certyfikat dedykowany dla odbitek kolekcjonerskich (czyli o niskim, limitowanym nadkładzie z zamiarem sprzedaży na rynku sztuki) lub innych cennych prac fotograficznych i graficznych.

digigraphie.com

Techniczne wymogi Digigraphie w skrócie to: odpowiednie urządzenie drukujące + odpowiedni papier. Wymagane urządzenia to drukarki Epsona obsługujące minimum 9 tuszy pigmentowych UltraChrome HD. Wymagane nośniki to wyselekcjonowane najlepsze papiery Epsona o jakości archiwalnej. Do programu zostały dopuszczone też dwie zewnętrzne firmy – najstarsze europejskie papiernie: niemiecki Hahnemühle i francuski Canson.

Technologia druku to 9 tuszy (lub więcej) na bazie naturalnych pigmentów, w tym kilka rodzajów szarości, dwa typy czerni: osobny do papierów matowych i osobny do błyszczących. Dzięki temu możemy uzyskać idealne czarno-białe wydruki bez zabarwień. To głowice drukujące najmniejszymi kroplami na rynku, przez co szczegółowość wydruków jest bezkonkurencyjna. Oczywiście Canon (Lucia), HP (Vivera) też starają się dosięgnąć tej jakości, ale wg mnie Epson jest tutaj królem. W połączeniu z bezkwasowymi papierami archiwalnymi tusze te dają niesamowicie trwałe reprodukcje. Bo Digigraphie jest programem stworzonym głównie na potrzeby artystów cyfrowych, aby wydruki zdjęć czy grafik mogły dorównać trwałością dziełom malarskim.

Co się dzieje z fotografiami wykonanymi wiek temu sami możemy zobaczyć. Jeśli nie zostały dobrze przygotowane (wypłukane z chemii), lub na nietrwałych (kwaśnych) podłożach, wtedy żółkną i rozpadają się tak samo jak stare książki z papieru drzewnego, z którego nie usunięto ligniny. Są też oczywiście takie, które mimo wieku, dalej mają się dobrze. To znaczy, że ktoś się postarał. A co się stanie z dzisiejszymi wydrukami Epsona po stu latach? Bada to m.in Instytut Wilhelm Imaging Research (WIR) – niezależna instytucja nr 1 w tej dziedzinie. Wydaje także własne certyfikaty dla różnych mediów, które spełniają normy archiwalne, tj. przetrwają wieki. Epsonowski tusz na bazie pigmentu gwarantuje zaś, że nie wyblakną o żaden odcień (oczywiście w warunkach wnętrza, nie wystawione bezpośrednio na słońce itp.)

Digigraphie to nie tylko trwałość, ale też status dzieła sztuki – nie tyle w kategoriach estetycznych, ale w kategoriach rynku sztuki. Chodzi tu o Unikalność, którą w fotografii miały jedynie szlachetne/dawne techniki fotograficzne. Pracochłonny proces wywoływania zdjęcia powodował, że robiono jedynie kilka kopii. Dlatego rynek fotografii kolekcjonerskiej kojarzony jest głównie ze szlachetnymi/dawnymi technikami.

Np. takie jak tutaj.

W Erze cyfrowej status fotografii mocno podupadł ze względu na nieograniczoną możliwość kopii. Jest to szerszy problem świata cyfrowego, gdzie oryginał/pierwowzór przestaje istnieć – problem natury filozoficznej podejmowanej m.in. przez postmodernistów (np. Jean Baudrillard, teoria Symulakrów), .

Teraz Certyfikat Digigraphie potwierdza także autentyczność i unikalność wydruków, plus oczywiście podpis autora. Limitowana ilość wydruków przekłada się na ich wartość. Dzięki temu fotografia cyfrowa także może być rynkowym dziełem sztuki. (Stosuję tu tzw. Instytucjonalną definicję dzieła sztuki wg G.Dickie’go – czytaj wiecej).

Epson dał potężne narzędzie do rąk artystów cyfrowych, którzy mogą teraz drukować niewielkie serie, czy pojedyncze sztuki w najwyższej możliwej jakości, która zarezerwowana była przedtem dla wielkich formatów lub dużych nakładów. Możemy tu mówić o druku artystycznym, także z racji tego, że nie jest to ekonomiczny druk produkcyjny. Jednostkowe koszty druku będą tu zawsze większe. Dlatego druk ten jest dedykowany dla małych nakładów, limitowanych wydruków artystycznych o jakości wystawienniczej.

Własna ciemnia cyfrowa

Wśród profesjonalnych drukarek Epsona w programie Digigraphie znalazły się też urządzenia w formatach A3+ i A2. Dzięki temu możemy mieć coś w rodzaju własnej ciemni w warunkach domowych, tylko że cyfrowej. Mówiąc o ciemni cyfrowej mam na myśli to, że otrzymujemy wydruki tak dobre jak odbitki w klasycznej ciemni analogowej, a nawet lepsze.

Druk ten przewyższa jakością (szczegółowość, rozdzielczość) chemiczny / światłoczuły sposób powstawania obrazu. Jednak ceniony analogowy wygląd może być zachowany dzięki użyciu tradycyjnych/szlachetnych papierów ciemniowych (barytowych) i zaawansowanych trybów do zdjęć czarno-białych (np. Epson ABW). Pasjonaci zdjęć czarno-białych tęskniący za wyglądem klasycznej odbitki srebrowej mogą pójść jeszcze dalej. Drukarki Epsona (właściwie tylko one) dają się przerobić. Można wyjąć kolorowe tusze Epsona i włożyć tylko same szare. Specjalne tusze na bazie węgla oraz nowe oprogramowanie – to rozwiązanie, które przyjęło nazwę Piezography (czytaj więcej o Piezography – oficjalna strona). Takie przerobienie drukarki tylko na czarno-białą daje jeszcze większe możliwości sterowania odcieniami szarości. W połączeniu z papierami barytowymi możemy otrzymać coś znacznie prześcigającego tradycyjną silver-gelatin print.

O papierze jak o winie.

Mam jedno z tych zboczeń wspólnych dla fotografików, plastyków… Uwielbiam dotykać dobry papier. Właściwie to nie powinno się tego robić gołymi rękami. Zwykle używa się specjalnych rękawiczek. Jednak wrażenia dotykowe także są ważne przy wyborze papieru. Mój ulubiony typ to papier barytowy (tradycyjny papier ciemniowy, ten szlachetny, do odbitek srebrowych) oraz papiery matowe artystyczne (fine-art) – prawdziwe maty, najlepiej nie krystalicznie białe (czyli bez chemicznych wybielaczy OBA), tylko naturalnie białe, tzw. złamana biel (off white), lub Ivory (kość słoniowa). Fotografie czarno-białe na takim papierze są zachwycające. Papier dodaje im ciepłej tonacji. Papiery te zwykle robione są całkowicie z bawełny, określane słowem Rag (z angielska: szmata). Preferuję tutaj grubsze kartony galeryjne. Są też ultra cienkie papiery „japońskie” – papier ryżowy. Jest też papier bambusowy. W dotyku i wyglądzie są bardzo naturalne. Czuć i widać ich fakturę, aksamitność. Niektóre są specjalnie teksturowane tak samo jak artystyczne papiery do akwafort, akwareli itp.

Wybór papieru w dużej mierze zależy od tematu pracy. Każdy papier dodaje coś od siebie i każdy papier interpretuje zdjęcie na swój sposób.

Z kolei papiery barytowe to typowo fotograficzne papiery ciemniowe. Ale nie takie jak w mini-labie, bo tam są tanie sztuczne plastiki z polietylenu. Baryt to prawdziwy papier z delikatnym połyskiem. Podłoże jest kartonowe. Może to być bawełna lub bez-kwasowa alfa-celuloza. Powierzchnię barytową cechuje specyficzna faktura – bardziej lub mniej porowata, jakby skorupka jajka. Dawniej galerie wymagały i przyjmowały odbitki tylko na papierach barytowych. Baryt ma lepsze właściwości reprodukcji obrazu. Pozwala uzyskać pełną biel bez użycia chemicznych wybielaczy, przez co sama odbitka jest trwalsza. W fotografii analogowej były powleczone solami srebra w zawiesinie żelatynowej (stąd nazwa odbitek żelatynowo-srebrowych). Dzisiejsze odpowiedniki do zadruku różni tylko powłoka, ale pachną zupełnie tak samo – siarczanem baru.

Chyba najbardziej pożądaną i snobistyczną (ze względu na cenę) marką jest Hahnemühle – jedna z najstarszych papierni europejskich. Numerem 2 lub 1b jest równie stary francuski Canson. Najstarsze to znaczy, że istnieją już ponad 500 lat. Na takich papierach drukuje się dzisiaj wystawy foto, dzieła sztuki, odbitki kolekcjonerskie. Papiery te spełniają wysokie wymogi muzealno-geleryjne.

Bohater książki Michela Houellebecqa „Mapa i terytorium”, wzięty paryski fotograf Jed Martin drukuje swoje prace na niemieckim Hahnemühle, a nie francuskim Cansonie. Albo jest to literacki product placement, albo kultowość Hahnemühle jest większa i stawiam na to drugie, gdyż Houellebecq raczej nie sprzedałby kraju Niemcom.

Także Epson w ramach Digigraphie posiada specjalną linię papierów (bardzo drogich zresztą) Signature Worthy, stworzonych specjalnie dla celów wystawienniczych. Miałem przyjemność przetestować kolekcję tych papierów. Z matowych zachwyca przede wszystkim Hot Press Natural, szczególnie do zdjęć czarno-białych. Chyba najlepiej opisuje go w promocyjnym video sam David Lynch.

W serii Signature Worthy znajduje się także jeden tradycyjny papier fotograficzny (Traditional Photo Paper), który jest odpowiednikiem ciemniowych papierów do odbitek srebrowych. Bardzo podoba mi się ten papier ze względu na porowatą fakturę. Nie każdy baryt tak ma. Np. słynny baryt od Ilforda jest zupełnie gładki.

Oczywiście wybór papieru z tej półki to już kwestia czysto estetyczna, subiektywna. Gdyż wszystkie te papiery posiadają wysokie parametry archiwalne i techniczne odnośnie reprodukcji obrazu, zakresu tonalnego, głębokości czerni Dmax itp. Papiery matowe z zasady mają płytsze czernie niż papiery błyszczące. Ale te najlepsze Ragi potrafią wydobyć równie mocne, smoliste, aksamitne czernie, które nie odbijają światła, tylko go całkowicie pochłaniają. Jest to też wybór artystyczny, gdyż autor zastrzega sobie prawo dobrania papieru do tematu.

O papierze można mówić jak o winie. Na koniec filmik jak powstaje seria papierów Epson Legacy, stworzonych dla artystów drukujących swoje prace z zamiarem sprzedaży.

Historia Digigraphie

Choć technologia Digigraphie jest dość nowa, sam koncept jest znacznie starszy. Digigraphie zostało zapoczątkowane 13 listopada 2003 podczas obchodów stulecia Wystawy Jesiennej w Paryżu. Przez wiele lat fotograficy, rzeźbiarze, malarze oraz laboratoria fotograficzne i litograficzne korzystali z produktów firmy Epson, tworząc wysokiej jakości wydruki. Dzięki temu powstała nowa gałąź sztuki: wydruki cyfrowe. Jak nazwać wydruk cyfrowy uzyskany dzięki drukarce Epson? To pytanie pojawiło się w Stanach Zjednoczonych w roku 1991. Kierownik działu wydruków w Nash Editions – Jack Duganne – szukał nowej nazwy pasującej do prac Diane Bartz, tworzącej wydruki atramentowe. Użył francuskiego terminu „Jet d’encre” (strumień atramentu), a następnie doprecyzował jako „Gicleur” (natrysk) i „Giclée” (rozpylanie). Artyści francuscy stanęli przed tym samym problemem co Duaganne. Określenie „wydruk atramentowy” zostało odrzucone, gdyż nie pasowało do tematyki druku artystycznego. Niektórzy artyści postanowili stworzyć własny znak, np. Philip Plisson, marynista, korzystał z nazwy „Pixographie” lub Jean-Noël l’Harmeroult, fotograf mody, używał określenia „Hyperchrom”. Po przeprowadzeniu wielu rozmów z artystami i klientami firma Epson France w 2003 zarejestrowała w instytucie INPI oraz w instytucie OHMI nazwę Digigraphie. Marka uzyskała status europejski. Wszyscy artyści stosujący się do zasad używania marki mogą z niej korzystać.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *